Tak jak i wspominałam, w końcu zabrałam się do napisania czegoś o rozjaśnianiu włosów, jakie MOJE przeżyły. Nie wiem czy będzie to w jakikolwiek sposób przydatne >w co wątpię<, ale przynajmniej wspomnę jak to u mnie przebiegło.
Więc pierwszy raz tak porządnie zmieniłam kolor swoich włosów jakoś z początkiem lipca. Nie chciałam wcześniej bo wiadomo - szkoła i te sprawy. Mama była dosyć..sceptycznie nastawiona, wręcz bardziej na "nie", ale zbytnio wyboru nie miała.
![]() |
| Nie wiem czy przypadkiem nie zmieniło się opakowanie, ale intensiv blond był to na pewno. |
Po pierwsze: nie poszłam do fryzjera. Jakże ja mogłam...co ja zrobiłam?! Nie dziwie się, że mi taki kolor jak chciałam nie wyszedł bo był to tani rozjaśniacz. Gówno prawda. "Wszystko jest dla ludzi", tak? Skoro drogeryjne rozjaśniacze tak wielce szkodzą to dlaczego znane marki kosmetyczne wypuszczają je na rynek? Widocznie aż tak złe nie są, po prostu trzeba dobrze je wykorzystać. Umówiłam się ze znajomą, która zna się na fryzjerskich sprawach. Kupiłam rozjaśniacz x2 z "Joanny". Poszłam do niej, nałożyła mi go na włosy, potrzymała tyle ile trzeba. Oczywiście zostawiając jakiś 2-5 cm odrost, nałożyła mi go na resztę włosów. Po upływie chyba około 15 min >nie powiem dokładnie jaki to był czas< zajęła się tym nieszczęsnym odrostem. Tak sobie posiedziałam 45 minut i w końcu poszłam go zmyć. Oczywiście nie obeszło się bez kurczaczkowego żółtego i białego >aż szkoda wspominać bo zbyt bolesne< odrostu. Szczerze..to nie podobało mi się ani trochę bo nie widziałam siebie chodzącą z tydzień w takim kolorze włosów..gdybym miała jeszcze peruczkę to by jakoś się to wytrzymało. No nic. Wróciłam do domu lekko podłamana. Mama zobaczywszy mnie chciała od razu polecieć do sklepu po farbę, ale nie. Przetrzymałam to..17h. Na następny dzień z samego rana mama poszła po brązową farbę i mi je zafarbowała. To było naprawdę cudowne uczucie mając w końcu prawie ten sam kolor włosów co jeszcze poprzedniego dnia. No cóż. Farba oczywiście zaczęła się spłukiwać zostawiając na moich kudłach zieloną poświatę. Stwierdziłam, że zrobię sobie czerwone włosy. A co. Kupiłam szamponetkę, zafarbowałam i w ostateczności...pewnego dnia z koleżanką poszłam kupić czerwoną, piękną farbę. Kolor był nieziemski...mamie też się bardzo spodobał, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ostatecznie spłukał się na rudy.
Od tej pory moje włosy zmieniały kolor niezliczoną ilość razy. Miałam: szaro-fioletowe >nie bo zbyt ciemne<, fioletowy, różowy, znowu czerwony i jakieś tam chyba jeszcze. To nie koniec. Na tą chwilę mam piękny ok 5cm odrost. Mam plan zrobić sobie na ferie ombre i zafarbować na różowo znowu.
Dopóki nie osiągnę mojego koloru będę je zmieniać kolorystycznie ile razy mi się spodoba (:
Także to na tyle z mojej przygody z rozjaśnianiem.
Rada na przyszłość: nie rozjaśniajcie włosów zanim nie będziecie mieć przy sobie również farby czy czegokolwiek innego aby zakryć ten żółty. Zamiast szaro-fioletowych włosów miałam brązowe...także bądźcie przygotowani na 100%.
To na tyle z moich wywodów.
Jeszcze nie wiem o czym będzie następna notka, ale na bieżąco się coś wymyśli.
Pozdrawiam~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz